Weronika Leska i Black Mirror?

Mod: Weronika Leska FACEBOOK
Fot: Katarzyna Przybyła FACEBOOK

Mam małe luki w pamięci jeżeli chodzi o to, kiedy ostatnio pisałam typowo sesyjnego posta, upss.
Na szczęście mam jeszcze tyle materiału, że przy odpowiedniej samo motywacji bez problemu sobie przypomnę jak to jest, hehe.

Zanim przejdę do sedna. Od kilku dni oglądam sobie pewien serial. Nie jestem maniaczką serialową, ani filmową. Do kina chodzić lubię i staram się to nawet robić, a z serialami bywa różnie – raczej znajduję sobie ciekawsze lub bardziej ambitne zajęcia. Aczkolwiek kocham Vikingów i Grę o Tron!
Ale nie o nich dzisiaj.

Ten pewien serial to Black Mirror. Oglądnęłam raz z tatą pierwszy odcinek, po którego obejrzeniu nie do końca wiedziałam co myśleć. Za dwa dni odpaliliśmy kolejny, a aktualnie jestem sobie w 3 sezonie. I na pewno skończę całość w trakcie sesji egzaminacyjnej
Piszę o tym dlatego, że serial ten, a właściwie szereg przeróżnych, niezwiązanych ze sobą teoretycznie historii ani bohaterów wywarł na mnie ogromne wrażenie i.. właściwie dał mi do myślenia.
Dlaczego akurat teraz/ dzisiaj o tym piszę?
Piszę dzisiaj, bo jestem tak dość na bieżąco w przeżywaniu odcinków. I od kilku dni nie mogę się oderwać od tej serii. A jak już wstawiam coś, to niech to będzie jakieś obszerniejsze.

Powiem Wam, że nie spodziewałam się po tym (na pierwszy rzut oka) serialu tylu wrażeń. Generalnie serial opowiada o negatywnych skutkach nadużywania nowoczesnych rozwiązań technologicznych. Ale wszystko to pokazane na zwykłych bohaterach, ludziach, z którymi w trakcie około godzinnego odcinka potrafimy się już w pewien sposób zżyć.
Każda historia jest inna, każdy odcinek zawiera mnóstwo metafor. Tych łatwiejszych i tych trudniejszych w rozszyfrowaniu. To z pewnością nie jest zwykły serial!
Pewnie Was trochę dziwi fakt, że się o tym tutaj wypowiadam.
No ale mnie już nie dziwi 😀 Bo przecież już od jakiegoś czasu chce Was przyzwyczaić do bardziej personalnych wpisów.

W moim życiu jedno z najważniejszych hm.. założeń? Mantr, motto, motywów przewodnich lub jak to sobie nazwiecie jest po prostu być sobą. ZAWSZE. Niezależnie od miejsca, czasu i otoczenia.
O tym jeszcze bardziej uświadomił mnie odcinek 1 z trzeciego sezonu. Niby tylko odcinek głupiego serialu, a jednak! Oglądniecie to zrozumiecie.
Wiadomo, życie z Marianem nie było zawsze łatwe i przyjemne. Trzeba się było nauczyć z nim żyć w zgodzie i mimo powszechnych bzdurnych opinii i stereotypów pozostać właśnie sobą. Nie byłabym już tą samą sobą gdyby nie Marian, wiem o tym doskonale. Przecież nawet moi znajomi mi o tym mówią!
Gdyby nie moje pozytywne nastawienie do życia, moja dziecięca naiwność czy ciągły uśmiech na twarzy nie udało by mi się tyle rzeczy w życiu. Nie pojechałabym na warsztaty do Zielonej Góry i Berlina zupełnie sama, gdybym nie miała głowy pełnej marzeń, nutki odwagi i tego powszechnego yolo. Wiem o tym.
Ale być może gdybym miała inne cechy osiągnęłabym coś całkiem innego, o czym nawet nie jestem w stanie pomyśleć.
Wszystkie moje cechy charakteru dają w rezultacie mnóstwo wad i zalet.
Ale to czy dana cecha jest wadą zależy od punktu siedzenia, czyż nie?
Dla przykładu moja szczerząca się japa będzie dobrze odebrana podczas warsztatów z pozowania jeżeli moimi modelkami będą podobne z charakteru osóbki. Jeżeli będą to osoby introwertyczne mogą mnie odebrać już trochę inaczej.
Mimo wszystko jednak, na warsztatach zawsze będę sobą czyli będę mieć uśmiech na twarzy i będę wsioczyć, bo taka jestem.
I wszystko to właśnie dlatego, że nie udaję. A może bardziej trafniej będzie powiedzieć, że nie chcę udawać. Nie jestem niezłomna, wręcz przeciwnie, jestem raczej słabiakiem.

Nie chcę się nikomu na siłę przypodobać.
Czy możecie to otwarcie powiedzieć? Zawsze się tego trzymacie? Czy każdy jest niezłomny?
To super cecha, pożądana, silny charakter – każdy by chciał. I każdy odpowie na te pytania twierdząco, niestety często okłamując samego siebie.
W dzisiejszych czasach chcemy przypodobać się każdemu. Pracodawcy, wykładowcy, nowej paczce znajomych. Pytanie tylko po co? Na dłuższy dystans nie ma to najmniejszego sensu, zmęczy nas to i w rezultacie pokażemy swoją prawdziwą twarz, której otoczenie już tak łatwo nie zaakceptuje. Bo poznało nas innymi. A mogliśmy przecież od początku być sobą.
Te i mnóstwo innych przemyśleń dopadły mnie tylko po tym JEDNYM odcinku. A przeróżne myśli przychodzą właściwie po każdym, dlatego teraz piszę Wam o tym bo chcę o tym napisać, gdyż to we mnie trafia, jest to mój blog i JESTEM SOBĄ 😀 Szczerze polecam Wam zainteresować się wyżej omawianym tytułem. Nie musicie oglądać każdego odcinka po kolei. Ani w ogóle każdego. Ani w sumie żadnego. Ale ja Wam polecam 🙂

No więc męczące mnie myśli w jakimś ułamku udało mi się Wam przelać na ten elektroniczny papier, a teraz zajmę się bohaterką listopadowej jeszcze sesji z Weroniką.
CZY WY WIDZICIE TĘ KOBIETĘ?
Od razu wiedziałam, że będą fotki jak ta lala! Wercia, bogini. Dziękuję, że napisałaś i zrobiłyśmy tę sesyjkę bo czuje, że to mocna pozycja w moim portfolio.
Weronika to profeska na maxa, w dodatku miła, kochana i bardzo kontaktowa.
Pozowanie? Jak ryba w wodzie! Wczuła się w klimat lepiej niż bym sobie to wyobrażała! I za to kocham to hobby!

3 komentarze

  1. lula

    12/01/2018 at 11:46

    Bardzo fajna modelka i świetne zdjęcia 🙂

  2. kinga

    29/01/2018 at 23:56

    Kasia !!!! Boskie są Twoje zdjęcia !!

Skomentuj!

Scroll Up
%d bloggers like this: