Vieste

W wolne, niezbyt pogodne dni bardzo często i chętnie wracam do wakacyjnych ujęć. Zeszłoroczne były naprawdę wyjątkowe, bo wyrwaliśmy się w kolejne, nieznane tereny. Zawsze słysząc o wyjazdach znajomych do Włoch miałam bardzo mieszane uczucia. Eee, oklepany kierunek. Wszyscy tam jeżdżą, słynne bo słynne od tysięcy lat, bo historia.. Ale tak jakoś nigdy mnie tam osobiście nie ciągnęło. Nie kryje się z faktem, że jeżdżę na wakajki z rodzicami, dlatego otwarcie przyznam, że jak tata ogłosił oficjalnie kierunek wyprawy “hapło mnie zdeka zdziwko”. Moja mama ma duży sentyment do języka włoskiego, oraz do samych Włoch z lat swojej młodości (nie no mamo, dalej jesteś dla mnie młoda) dlatego pełna zapału i motywacji przygotowała caaały program podróży. Miejsca jakie zaplanowała do odwiedzenia zdecydowanie zachwyciły całą naszą cztero samochodową ekipę.
Pisałam już o Porto Greco, Arbelobello i Materze. Dzisiaj chciałam Wam pokazać nasze urocze miejsce zamieszkania.

Zatrzymaliśmy się na campingu w miejscowości Vieste. Miasteczko to nie jest duże, mieści się w rejonie Apulia. Słynie z pięknej starówki na klifie. Jest tam wspaniale. Nie jest tłumnie, jest to fajna baza wypadowa, w okolicy można znaleźć mnóstwo różnych plaż, skorzystać z wycieczek statkami (o czym z pewnością tu napiszę!). Mieszkaliśmy na campingu w jednoosobowych domkach jednorodzinnych. Chcąc udać się nad morze wystarczyło dosłownie przejść przez ulicę – a plaża była genialna.

Starówka niezaprzeczalnie, była bardzo urzekająca. Te ciasne uliczki, wszędzie schodki. Auta ledwo mieszczące się na przecznicach. Parki z palm. Takich wieeeelkich palm! I ten turkus wody co chwile wyłaniający się zza budynków..

 

To taki pocztówkowy widok tej miejscowości. Przecudny widok. No i ta woda!

Zdjęcie na górze i na dole zostały wykonany z jednego miejsca. Na górze widok z prawej, na dole, z lewej strony.

Były też malusie palmusie hihihi.

A taką mam śliczną mamusię.

A t

Irminka była wspaniałą modelką! N

No zoba tę wodę!

a tam w tle to jest tak zwany pępek. Lub inaczej Pizzomuno (pępek świata) – czyli ostaniec skalny.

Poniżej zamek w Vieste, którego niestety nie można zwiedzać. Mi było z tym ciężko, co dopiero moim rodzicom..

W Vieste co chwila odnajdywaliśmy podczas spaceru kolejne fajne miejsca. Jest tam po prostu przepięknie!

A na koniec wrzucam kilka selfików z porannej sesji na plaży. Wstałam specjalnie o 5 rano, to się nazywa profesjonalizm moi drodzy.

 

1 Comment

  1. Piotr

    12/05/2019 at 19:32

    No całkiem całkiem 😉

Skomentuj!

Scroll Up
%d bloggers like this: