Kamieniec Podolski (Кам’янець-Подільський)

Pierwszy raz w życiu dostałam upomnienie od mojej roommate, że dawno nie było wpisu na blogu i się nie wywiązuję z obowiązków blogerskich.. Chyba jednak czyta tego bloga 😀

Zgodnie z tym co napisałam w pierwszym ukraińskim wpisie, częstować Ukrainą chcę Was powoli, rzadko ale za to z większym zaangażowaniem zarówno w treść jak i w fotorelację. To dopiero trzeci wpis z tego państwa, ale przypominam Wam, że po prawej stronie bloga widnieją kategorie, gdzie jednym kliknięciem możecie wyszukać sobie pozostałe wpisy z tej serii.

Zabieram Was dzisiaj w kolejne wyjątkowe (bo jakby inaczej, jak vdzia Was gdzieś zabiera to nie byle gdzie!) miejsce, jakim jest Kamieniec Podolski.
Miasto swoją sławę zawdzięcza twierdzy “Kamieniec Podolski” oraz całemu zespołowi Staromiejskiemu. Sam wjazd do miasta i przejazd w kierunku twierdzy robi już spore wrażenie wizualne. Zdjęcie poniżej jest trochę nie chronologiczne, po zrobione na koniec dnia. Tak bardzo nie mogliśmy doczekać się zwiedzania, że nie zatrzymaliśmy się rano na wjeździe, gdy zamek był pięknie oświetlony słońcem od przodu. Trochę żałowaliśmy, bo pod wieczór prezentował się już zupełnie inaczej. Ale jest:

  A tu widok od drugiej strony, czyli z zamku na miasto:

Twierdza jest nieodłącznym elementem historii Polski. Przez około 300 lat nazywana “bramą do Polski” czy też “miastem niezwyciężonym” strzegła południowo wschodniej granicy państwa. Co ważniejsze na cały kompleks składa się Stary Zamek (ten z Basztami) , Nowy Zamek (za Starym) oraz cały zespół budowli hydrotechnicznych, którymi płynęły wody okalającej twierdzę rzeki Smotrycz. Zamek przez 200 lat odparł 40 najazdów tureckich, więc nie bez powodu został okrzyknięty dobrą sławą. Była to najpotężniejsza polska twierdza na kresach wschodnich!
Henryk Sienkiewicz pisał o Kamieńcu w swojej słynnej trylogii. Rozpoczęta przez turków wojna w 1672 r. skończyła się niestety oddaniem Podola w ręce wroga. Szczęśliwie jednak, już rok później armia Jana III Sobieskiego skonfrontowała się z Turkami w bitwie pod Chocimiem, a o Chocimiu pisałam tutaj: https://vdzia.pl/chocim/ 
Kamieniec Podolski odzyskano w 1699 roku.

Do zamku można było dostać się trzema wejściami: przez bramę Ruską (od południa), bramę Lacką (od północy) oraz przez most Turecki. Most ten, właściwie główne wejście do zamku został zapisany w 2000 roku, na listę World Monuments Watch, która to obejmuje sto zabytków na całym świecie, którym grozi zniszczenie. Most łączy Stare Miasto z Zamkiem. (Dokładniej widać to na załączonym niżej zdjęciu planie miasta).

Murowana budowla pojawiła się na Podolu już w 14 wieku, ale oficjalnie do Królestwa Polskiego należała od 1432 roku. Przez mury zamku przewinęło się mnóstwo ważnych Polskich “szych” ale jak zwykle ja tu nie jestem od historii i odsyłam ciekawskich to bardziej wiarygodnych i rzetelnych źródeł historycznych 😀

Liczne baszty bardzo wyróżniają zamek na tle krajobrazu. Są bardzo fotogeniczne..

Na dziedzińcu zamku stał niegdyś mały kościół pod wezwaniem św. Stanisława, który po oblężeniu tureckim został przebudowany na Meczet. Aktualnie pozostały po nim jedynie fragmenty fundamentów.

Plan Miasta Kamieniec w 1684 roku: Z partretu jednej z baszt widać jak wysokie i grube mury ma zamek, a także okalający je dodatkowy mur obronny.


W tle, na kamienistym wzgórzu widzimy również wysoki krzyż. Kamieniec nazywany był również przedmurzem chrześcijaństwa.

A teraz przenosimy się na drugą stronę, czyli po zwiedzaniu Zamku Starego okrążamy go i wchodzimy na teren Zamku Nowego. Tutaj spotykamy się już ze znacznie innym wyglądem. Zamek ten został zbudowany dużo później, bo w roku 1618 z polecenia Zygmunta III Wazy w celach obronnych i dzięki temu był uważany za nie do zdobycia. Z tego miejsca zamek prezentuje się wręcz bosko! W końcu kolejne określenie twierdzy brzmiało “Stworzony przez Boga”. Po obejściu obu zamków udaliśmy się jeszcze oczywiście na zwiedzanie starego miasta, na którym nie brakuje kolejnych zabytków kultury polskiej. Chcieliśmy też zobaczyć Bramę Ruską. Chwilami myśleliśmy, że się pogubiliśmy bo dojście było dość nietypowe. Finalnie po licznych zwątpieniach trafiliśmy na miejsce. Na przeciwko Bramy znaleźliśmy uroczą i dość nietypową restaurację. Nasz stolik to właściwie była unosząca się niemalże w powietrzu mała altanka, pod którą płynęła rzeka Stromycz. A żarełko? Chyba jedno z lepszych podczas całej majowej wycieczki!
PS. Surówka z kapusty.. Po prostu mi zaufajcie.

Skomentuj!

Scroll Up
%d bloggers like this: